PGA

PGA

Golf24

Wielki Szlem, Tygrysie?

luty 12th, 2008

Tiger Woods w 2007 roku zgarnął bardzo dużo ze światowej puli golfowych zwycięstw. Chrapkę na zdetronizowanie króla ma wielu. Ale czy ktoś ma rzeczywiste szanse na to, by zagrozić mistrzowskiej pozycji Woodsa? Nie będziemy wróżyć z fusów, ale spróbujemy wytypować naszych faworytów sezonu 2008.

Tiger Woods

Wraz z początkiem nowego roku bukmacherzy zaczęli kompletować listę golfistów, na których będzie warto postawić. Sami zawodnicy mają na ten temat dużo do powiedzenia. Vijay Singh uważa na przykład, że USPGA Tour 2008 zaczął się za szybko (warto wspomnieć, że European Tour wystartował jeszcze wcześniej, bo na początku listopada 2007).

Dla golfisty z Fidżi początek sezonu nie był rzeczywiście najszczęśliwszy. Na turnieju AT&T Pebble Beach National pewnie by wygrał… Ale pewnie, to nie znaczy na pewno. Zwycięstwo ukradł mu w dogrywce Steve Lowery.

O tym, czy sezon zaczął się za szybko można podyskutować. Podobnie, jak o tym, czy rosnąca liczba turniejów jest pozytywnym zjawiskiem? Czy takie nasycenie nie spowoduje spadku zainteresowania golfem wśród kibiców? Nasuwa się także pytanie, czy gra czołowych golfistów świata nie powinna częściej odbywać się w innych formatach. Obecnie większość zawodów to strokeplay, 72 dołki.

Co zatem przyniesie 2008 rok?

W 2007 roku pojawiło się trzech nowych triumfatorów wielkoszlemowych: Zach Johnson, Angel Cabrera i Padraig Harrington. Starym wyjadaczem okazał się oczywiście Tiger Woods, który zwyciężył na PGA Championship. „Tygrys” chce w tym roku przepuścić atak na Wielkiego Szlema. Czy mu się uda? Pod koniec zeszłego sezonu forma Amerykanina sięgała szczytu, a jego głód zwycięstw wciąż rośnie. Tygrysie, Wielki Szlem jest na wyciągnięcie ręki…

Czy znajdzie się jakiś śmiałek, który pokrzyżuje Woodsowi plany? Phil Mickelson udowodnił, że potrafi wygrywać turnieje wielkoszlemowe. Tylko niestety zrobił to dawno temu. Dwa razy triumfował na zawodach Masters i raz na PGA Championship. Od U.S. Open 2006, na którym zajął drugą pozycję, nie zanotował jednak znaczących, wielkoszlemowych sukcesów.

A co z czołówką brytyjskich zawodników? Są oni bez wątpienia w pełni świadomi tego, że od 1999 roku i triumfu Paula Lawrie na British Open w Carnoustie niewielu było golfistów z Wysp Brytyjskich, którzy zwyciężyliby na zawodach wielkoszlemowych.

Paul Casey, Ian Poulter i David Howell raczej cofają się niż idą naprzód. Jedynie Justin Rose regularnie i konsekwentnie poprawia swoje golfowe wyniki. Czy to właśnie on jest największą brytyjską nadzieją na przełamanie wielkoszlemowej posuchy? Czy zeszłoroczne, olśniewające zresztą zwycięstwo Padraiga Harringtona na Open Championship będzie miało motywujący wpływ na młodych zawodników?

No właśnie, co z Padraigiem Harringtonem? Przez długi czas wielu obserwatorów uważało, że Irlandczyk nie pracuje wystarczająco konsekwentnie. Jednak jego wielkoszlemowy sukces w Carnoustie w 2007 roku zamknął usta krytykom. Czy golfista jest wystarczająco zmotywowany i głodny zwycięstw, żeby zaciekle walczyć w tym sezonie? Czy uda mu się wejść do elity światowych golfistów? Czy też, tak jak w przypadku Paula Lawriego, nie przekroczy granicy jednego wielkoszlemowego triumfu?

Nie wolno zapomnieć także o Rory’m McIllroyu. Czy Irlandczyk zakwalifikuje się do Ryder Cup? Czy jest jeszcze za wcześnie na to, by „wrzucać” tego młodziutkiego zawodnika do kotła, jakim jest bez wątpienia walka z Amerykanami? Czy tez jego świeżość i piracki styl jest dokładnie tym, czego potrzeba Europie, by zachować koronę?

Tiger Woods - foto - eastnews

NJ


Napisz komentarz