
wrzesień 1st, 2010
Minęło już kilka dni, od momentu kiedy Colin Montgomerie ogłosił skład europejskiej drużyny, która już na początku października zmierzy się z Amerykanami podczas najważniejszego turnieju golfowego świata – Ryder Cup. Trzy „dzikie karty” trafiły w ręce Edoardo Molinariego, Padraiga Harringtona i Luke’a Donalda. Z takiego wyboru kapitana nie mogą być jednak zadowoleni Anglicy Paul Casey i Justin Rose, dwaj wielcy przegrani w walce o miejsce w szeregach europejskiej reprezentacji.
To, że do drużyny Starego Kontynentu nie dostał się taki zawodnik jak Paul Casey, obecnie 8. golfista świata, nie spodobało się Luke’owi Donaldowi, który mimo iż sam otrzymał od Montgomerie’ego kredyt zaufania w postaci „dzikiej karty”, zaczął otwarcie domagać się gruntowanej przebudowy europejskiego systemu kwalifikacji do Ryder Cup.
„Władze European Tour muszą dokładniej przyjrzeć się temu systemowi. Rozumiem, że ich celem jest ochrona europejskiego touru, jednak powinni także wziąć pod uwagę to, że zawodnicy European Tour chcą grać ze światową czołówką i nie mogą być za to karani”, mówił dziennikarzom Donald.
Europejski system kwalifikacji opiera się na dwóch rankingach: Ryder Cup World Points List i Ryder Cup European Points List. Czterech golfistów z listy światowej kwalifikuje się automatycznie, podobnie jak pięciu z listy europejskiej. Dodatkowo kapitan drużyny ma prawo przyznać 3 „dzikie karty” tym golfistom, którzy według niego w największym stopniu pomogą reprezentacji w sięgnięciu po zwycięstwo.
Ostatnio jednak dosyć wyraźnie słyszy się głosy krytyki, iż przy wyborze drużyny za bardzo bierze się pod uwagę, ile czasu i energii golfiści poświęcili na grę w European Tour. Zarówno Donald, Casey, jak i Rose przez dużą cześć tego sezonu występowali w Stanach w amerykańskim cyklu PGA Tour. W zeszłym tygodniu cała trójka, podobnie zresztą jak Harrington, wolała wziąć udział w turnieju The Barclays zamiast w Johnnie Walker Championship z serii European Tour, który mógł być dla nich szansą, by do drużyny Montgomerie’ego zakwalifikować się automatycznie. Czy zatem Casey i Rose mogą winić już tylko samych siebie?
33-letni Casey, który w Ryder Cup grał już trzykrotnie, nie ma jednak odczucia, że swoją nieobecnością na Johnnie Walker Championship pogrzebał jednocześnie swe szanse na występ na Celtic Manor. „W zeszłym roku przez trzy miesiące nie brałem udziału w turniejach z powodu kontuzji żebra i myślę, że to w dużym stopniu zmniejszyło moje szanse na automatyczną kwalifikację o drużyny. Będę prawdopodobnie potrzebował czasu, żeby zaakceptować to, że w tym roku nie wystąpię w Ryder Cup. Myślę jednak, że Europa ma rewelacyjny team i będę mu z całego serca kibicować.”
„To chyba najbardziej nieprzewidywalna selekcja do Ryder Cup w historii”, komentował całą sprawę Donald. „Zawodnicy z najlepszej światowej dziesiątki (on i Casey) do końca nie wiedzieli, czy będą wybrani do teamu”. O ile Donald (teraz na 11. miejscu w Rankingu Światowym) dostał kredyt zaufania od Montgomerie’ego, Casey już nie.
W reprezentacji nie wystąpi również Justin Rose, 23. golfista świata, który przecież już w tym sezonie udowodnił, że jest w formie, o czym świadczyć mogą jego dwie wygrane w PGA Tour. Rose jednak głośno mówi, że może winić tylko samego siebie, chociaż przyznaje, że jest rozczarowany. „Niestety, razem z Paulem nie dostaliśmy się do reprezentacji, jednak to w gruncie rzeczy nasza własna wina. Postawiliśmy się z niepewnej sytuacji, licząc tylko na „dzikie karty” i dostaliśmy za swoje”.
Czy wybór kapitana był słuszny? O tym zadecyduje przede wszystkim wynik starcia z Amerykanami. Ryder Cup rozpoczyna się 1 października a my czekamy na to, kogo do swojej drużyny powoła Corey Pavin, który dysponuje aż 4 „dzikimi kartami”.
j.d.