
sierpień 31st, 2008
To naprawdę piękny finał. W Lexus Polish Golf Club Championship rywalizacja trwała dosłownie do ostatniego dołka. Ostatecznie szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść Kraków Valley Golf & Country Club.
Po porannych meczach foursome i fourball drużyna z Krakowa prowadziła z Amber Baltic 2 do 0. Po południu zespoły przystąpiły do meczy singlowych i właśnie wtedy zaczęły się prawdziwe emocje. Po czterech meczach indywidualnych był remis. Dlatego o wyniku całego turnieju zadecydowała walka pomiędzy Łukaszem Wilkiem i Grzegorzem Gawrońskim. Po 17 dołkach Łukasz Wilk prowadził jednym wygranym dołkiem, dlatego reprezentant Amber Baltic musiał wygrać na osiemnastce, aby doprowadzić do dogrywki. Tak się jednak nie stało i ostatecznie pojedynek Wilk kontra Gawroński zakończył się rezultatem 2up na korzyść pierwszego zawodnika. Tym samym Kraków Valley wygrał z Amber Baltic 4 do 3. Łukasza Wilka przed kąpielą w jeziorku otaczającym 18. green uratowała jedynie interwencja sędziego!
Kapitan Kraków Valley, Paweł Dydyński, tak komentował dzisiejszy występ swojej drużyny zaraz po zejściu z 18. dołku: „To była straszna presja. Wolałbym sam grać, tak przynajmniej miałbym na to jakiś wpływ, ale na szczęście wszystko super się skończyło. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny ze swojej drużyny. Przeciwnik był strasznie groźny, wszystko toczyło się praktycznie do ostatniego dołka. Jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni i to zresztą było widać. Cała drużyna spisała się naprawdę znakomicie, każdy wniósł w to zwycięstwo duży wkład”.
Trzecie miejsce zajęła reprezentacja gospodarzy, która pokonała dzisiaj First Warsaw Golf & Country Club stosunkiem 4 do 3. W meczach singlowych kapitan wrocławskiej drużyny – Michał Kasprowicz – uległ Timothy Hylandowi (2&1). Rywalizacja Jan Musiolik kontra Tomasz Pulsakowski rozstrzygnęła się na 19 dołku na korzyść reprezentanta Warszawy. Dla wrocławskiej drużyny mecze singlowe wygrali Adrian Meronk (2up), Piotr Ragankiewicz (5&4) i Mateusz Gradecki, którego pojedynek przeciwko Andrzejowi Jesionkowi zakończył się rezultatem 8&7. W matchplay fousome wygrała Toya, w matchplay fouball zaś First Warsaw.
W grupie mistrzowskiej nie udało się utrzymać trzem drużynom. Są to reprezentacje Sierra Golf Club, Gliwickiego Klubu Golfowego oraz Royal Golf Club Wilanów. Wszystkie drużyny grały jednak z dużym zaangażowaniem do samego końca, tak jak np. Sierra, która do Wrocławia przyjechała mocno zdekompletowana i w finale walczyła już tylko o przedostatnie miejsce.
Równolegle z głównym turniejem odbywały się zawody pokazowe pomiędzy celebrities a przedstawicielami świata biznesu. W pierwszej grupie znaleźli się Leo Beenhakker, Tadeusz Drozda, Robert Rozmus i Krzysztof Materna. W drugiej zaś Minister Sportu i Turystyki Mirosław Drzewiecki, Janusz Malinowski, Michał Goli i Jan Szmidt. Ostatecznie minimalnie lepsza okazała się drużyna pod przewodnictwem Mirosława Drzewieckiego. Leo Beenhakker komentując swój występ, żartował, że już dawno tak źle nie grał i mimo iż nie usprawiedliwia go to, że na polu Toya był po raz pierwszy oraz że używał całkiem nowych kijów, to nie może darować Tadeuszowi Droździe jego rad, które nie zawsze okazywały się trafne. Członkowie obu drużyn już zapowiedziały rewanż.
j.d.
Leo lubi też golfa
- Trener naszej reprezentacji lubi dwie najbardziej popularne na świecie dyscypliny sportu, piłkę nożna i golfa – mówił Maciej Kurzajewski, podczas wczorajszego turnieju na podwrocławskim polu Toya. – Dawno tak słabo nie grałem – wyznał za to Beenhakker.
Zadziwiony stylem jego gry był Minister Sportu Mirosław Drzewiecki. – Naprawdę nieźle gra – mówił. – Nie jestem z siebie zadowolony mam nadzieję, że dojdzie do rewanżu – tłumaczył za to Holender.– Może nawet tak uda się ustawić przygotowanie reprezentacji do meczów, żeby zagrać rewanż po spotkaniu ze Słoweńcami – dodał po chwili.
Więcej w newsletterze sportall.pl