PGA

PGA

Golf24

BMW PGA CHAMPIONSHIP 2010

czerwiec 25th, 2010

Turniej ten, należący do European Tour, Race to Dubai, to najważniejsze zawody po majors.

Przyjechali więc gracze światowej sławy jak: obrońca tytułu z 2009 Paul Casey, obrońca tytułu z 2008 Angel Miguel Jimenez, Colin Montgomerie, Ernie Els, Lee Westwood, Henrik Stenson, Martin Kaymer, Ian Poulter czy Rory McIlroy. Razem 150 graczy, z których każdy miał szansę wygrać, stanęło do walki.

Pogoda dopisała, bezchmurne niebo, słońce, lekki wiatr i 25 stopni, co w Anglii mogłoby być tematem dnia i zdystansować pogłoski o pyle wulkanicznym krążącym nad Wielką Brytanią. Jednakże, tematem numer 1 okazały się zmiany na właśnie przebudowanym przez Ernie Elsa polu West Course (jedno z 3 pól na Wentworth  Estate).  Wentworth Club zostało zaprojektowane w 1914 roku przez Harry Colta.  Budowę przerwano z powodu I wojny światowej i ukończono w 1926. Jest to pole „wycięte” w lesie (wtedy jeszcze lasy można było wycinać).  Parę lat temu nowy właściciel postanowił „odmłodzić” pole i „nadać mu kształt i klasę godną 21 wieku”. Po roku prac West Course to nowoczesne, trudne pole z dodatkowymi, głębokimi bunkrami, wysokimi pofalowanymi greenami i 18 dołkiem (par 5) z nowym rowem wodnym broniącym dostępu na mały,  wypukły green! Tak więc zawodnicy, którzy dobrze znali „stare pole” musieli kompletnie zmienić swoją strategię gry. W rezultacie, ze 150 zawodników do 3 i 4 rundy (half way cut  +3) nie zakwalifikowali się właśnie ci, którzy pole znali najlepiej: Miguel Angel Jimenez, Alvaro Quiros, Darren Clarke, Martin Kaymer czy Ian Poulter.

Sensacją turnieju stał się jednak Szwed Robert Karlsson, który ukończył drugą rundę na  +3 i myśląc, że napewno nie przejdzie do finału, wsiadł w samolot i poleciał do domu do Monte Carlo. Karlsson wylądował o 19 –tej i z taksówki chciał zadzwonić do żony, że zaraz będzie. Wtedy wyświetliła mu się wiadomość, że jest 66 na liście startowej i ma wracać na turniej! Taksówkarz zawrócił na rondzie 500 m od domu Karlssona i zaczęła się „pogoń” za powrotnym lotem do Londynu. Karlsson poleciał do Paryża a dalej prywatnym odrzutowcem do Londynu (za 11 tys. euro). Z nerwów spał około 2 godz. ale był na starcie na czas. Trzecią rundę zagrał na (- 9) wynikiem 62 uderzeń i ustanowił nowy rekord pola (w pierwszej rundzie Danny Willett zagrał 65 uderzeń i ustalił pierwszy rekord ).

Czwarta runda to były same niespodzianki. Prowadził Kris Wood (-8) a Robert Karlsson i Danny Willett obaj (-6) byli na drugiej pozycji. Tak naprawdę to wszyscy zawodnicy, którzy zagrali trzecią rundę poniżej para ( Luke Donald, Ross Fisher, Paul Casey) mieli szansą na zwycięstwo. W ciągu dnia jeden po drugim odpadali faworyci, szczęście opuszczało młodych Willetta i Wooda, Paul Casey bronił dzielnie tytułu z zeszłego roku, atakowali Frederik Andersson Hed i Luke Donald a Robert Karlsson nie wytrzymywał napięcia. Wszystkie kamery telewizyjne śledziły młodych, lub pokazywały klęski „pewniaków”,  komentatorzy prześcigali się w przepowiedniach kto może jeszcze „zaatakuje”, kto „przegoni” wszystkich, a kto absolutnie „musi” wygrać. W pewnym momencie jednak kamery pokazały zawodnika po raz pierwszy, nikt się nim nie interesował gdyż Anglik Simon Khan (471 w rankingu światowym), (14 razy wracał na Qualifying School), na PGA Championship miał zaproszenie od sponsora (dziką kartę) a startował z 16 pozycji, i jak sam potem powiedział nie marzył nawet o zwycięstwie na nowym polu. Simon Khan zakończył rundę wynikiem  (-6) – birdie na 18,  poszedł do klubu i spokojnie czekał na rozwój wypadków.
Luke Donald zagrał double bogey na 17, i nie pomogło spektakularne birdie na 18 by dogonić lidera, zajął więc drugie miejsce (-4). Frederik Andersson Hed z wynikiem    (-4) również zajął drugie miejsce.

Tak więc nowy zwycięzca BMW PGA Championship to Simon Khan, lat 37, który otrzymał czek na 750 000 euro, dostał prawo grania na European Tour na 5 lat, prawo gry w the Open przez 3 lata, a w rankingu Race to Dubai jest na 7 miejscu (a był 153). Jaki z tego morał? Widocznie doświadczenie, upór i ciężka praca opłacają się.

Na turniej BMW PGA Championship przyjechało 88 603 widzów. Wszystkie dzieci do lat 16 miały wstęp wolny. Zorganizowano dla nich zajęcia golfowe z trenerami, było też przedszkole dla maluchów. We wspaniałym miasteczku namiotowym było wszystko czego golfista potrzebuje: sklepy z odzieżą markową, sprzęt znanych firm golfowych,  miejsca gdzie można było ćwiczyć pod okiem instruktora, różne gadżety golfowe. Były restauracje i bary z jedzeniem orientalnym jak bento i sushi czy swojskim krajowym jak „fish and chips”, „roast beef” czy grillowane żeberka. Do tego piwa i wina znanych marek światowych. Dwa namioty piętrowe górowały  przy trybunie na 18 dołku, gdzie zaproszeni przez sponsorów (BMW, PGA, UPS, Hugo Boss) goście jedząc obiad nawiązywali ze sobą kontakty i wymieniali się doświadczeniami. Mogli również obserwować akcję na greenie, bo tam właśnie rozgrywało się „być albo nie być” wielu zawodników. Swiadczyły o tym wielkie brawa i okrzyki zachwytu, jak również „jęk i zgrzytanie zębów” zawiedzionych fanów.

Firma BMW wystawiała swoje najnowsze modele, a największym zainteresowaniem cieszył się nowy BMW 5 series. Natomiast widzowie, których interesował golf i tylko golf szli od razu na pole, wyposażeni w składane krzesełka, koce i koszyki z jedzeniem i kibicowali swojemu zawodnikowi. Wiele osób przyszło z całą rodziną z wózkami z dziećmi, gdzie mogli się rozłożyć w cieniu stuletnich rododendronów, które właśnie zakwitły, lub pod wypielęgnowanymi kasztanami czy dębami nie mówiąc już o pięknym dywanie z wykoszonej trawy….

Wiadomo, że nikt by się o tych wspaniałościach nie dowiedział gdyby nie biuro prasowe, kamery TV, personel na polu, sprawozdawcy na żywo, komentatorzy  telewizyjni i dziennikarze wszystkich gazet krajowych i międzynarodowych, ogromne ekrany telewizyjnez wynikami, jednym słowem koordynacja wiadomości. Nie wolno zapomnieć o tych wszystkich wolontariuszach, którzy pomagali w zachowaniu porządku, kierowali ruchem pojazdów i pieszych, pilnowali ciszy na trybunach, informowali zagubionych. Parkingi w Wentworth to szczyt logistyki, było ich 12, nie licząc parkingu dla samych graczy (oznaczonych nazwiskiem), czy tych dla klubowiczów.  Po rozdaniu nagród i przemowach sponsorów  wszyscy uczestnicy sprawnie opuszczali Wentworth Club udając się na pobliskie autostrady.
Dzień miał się ku końcowi, a najszczęśliwszy był Simon Khan, który zapewnił sobie miejsce pracy i otrzymał wspaniałą nagrodę. W przyszłym roku pojawi się w Wentworth nie z „dziką kartą”, lecz jako obrońca tytułu.

Ewa Podstolska


Napisz komentarz

Turnieje na świecie

Turnieje w Europie

Turnieje w Polsce

Nasze strony

www.playgolf.pl www.golfandroll.pl www.my-golf.pl www.playgolfclub.pl
sport.pl