
grudzień 22nd, 2005
O swojej wizycie na polu w Valderramie opowiedziała Pani Ewa Podstolska. Oto co można znaleźć w Hiszpanii..

Na sławnym polu goszczącym Ryder Cup 1997, czy Am Ex World Stroke Play Championship 1999, czy obecnie Volvo Masters, – pole które znamy z telewizji, gdzie piłki bezgłośnie odbijają się od drzew korkowych, uderzenia na green kończą się w wodospadzie, a piłki same chowają się w nieprzyjaznej trawie typu bermuda. Zadaniem „fore caddie”, czyli moim, było zabranie podwójnej ilości piłek.
Prezes Marek Podstolski i Rasmus Jensen członek PGA Polska, którzy na zeszłorocznej konferencji PGAs of Europe zostali osobiście zaproszeni przez Jaime Ortiz-Patino, prezydenta i właściciela pola w Valderramie, wystartowali punktualnie o 11.45. Tego dnia ćwiczył na range’u i grał sam Paul Lawrie, zwycięzca British Open.
Na pierwszym dołku, w asyście startera, reprezentanci Polski posłali piłki prosto, daleko i na sam środek „fairwaya”, co uspokoiło personel, graczy i mnie. Obaj panowie zagrali tu para. Już na drugim dołku sędziwe i chronione w tym rezerwacie przyrody drzewo korkowe, rosnące na środku „fairway’a”, stworzyło problem, kto z tee nie celuje na lewo, ten nie wyjdzie z pod drzewa na green.
Pole jest w tak doskonałym stanie, pokryte mieszanką traw przepisu samego Jaime Patino, że „zwykły” green staje się stołem bilardowym, a graczowi przykro jest skaleczyć to pole. Każdy dołek to oczywiście wyzwanie, ale 9-ty i 10-ty to prawdziwy koszmar, gdyż piłki uderzone na green, ku zdumieniu graczy, toczą się powoli 100 m w dół, wśród błagalnych okrzyków by się zatrzymały i nie wpadły do hazardu. Dołki te usłyszały kilka próśb, błagań a nawet rozkazów w języku polskim.
Pole w Valderramie zaprojektował Robert Trent Jones, a udoskonalił przebudowując jedynie dołek 17-ty (par 5) Severiano Ballesteros. I właśnie ten dołek to wielkie zadanie dla najlepszych. Można na nim zaprzepaścić swe szanse na wygranie turnieju. Tylko Miguel Angel Jimenez zagrał tu albatrosa w 1995 r., na Volvo Masters, jedynego w swoim życiu i pierwszego w Valderramie, dlatego ma na tym dołku tabliczkę ze swoim nazwiskiem. Ale zwykły śmiertelnik też może tu zagrać para, tak jak Marek Podstolski, który wiedział że tylko uderzenie w skarpę osadzi piłkę przy chorągiewce, a jeden putt w dołku.
Poruszaliśmy się po polu na wózkach wyposażonych w GPS, które nie tylko podają odległości do chorągiewki, lecz także zadają dyskretne pytanie: „Czy naprawdę już teraz masz zamiar startować?” – chodzi o to, że pierwsze uderzenie z tee może być wykonane tylko wtedy gdy poprzednia grupa zeszła już z greenu (nawet na par 4). Tu nikt nikogo nie pogania i nie straszy „celnie” posłaną piłką z tyłu. Jest jednak zawsze obecny „marshall”, który obserwuje grę graczy i dba o etykietę.
Oczywiście, że na polu w Valderramie nikomu nie przyjdzie do głowy by się fotografować, choć wielu ma na to ochotę, trzeba wybrać: pamiątka czy przymusowe zejście z pola. Sklep golfowy jest tak wyposażony w książki i broszury że każdy znajdzie coś dla siebie. Runda trwała prawie 4 godz. W połowie drogi rozwożono kanapki i napoje, nic nie mąciło tego pięknego i słonecznego dnia tylko fakt, że nieubłaganie kończy się nasze popołudnie. Poszliśmy do baru by przedyskutować całą grę. W międzyczasie ktoś umył nasz sprzęt, a potem pojechaliśmy do hotelu z nowymi zakupami książek i fotografii.
Pole w Valderramie to nie tylko obiekt sportowy lecz także muzeum golfowe. Są tu kolekcje pierwszych kijów golfowych, pierwszych piłek i innego sprzętu należącego do sławnych graczy. W muzeum jest pierwsza znana nagroda Bow of Fife Golfing Club z 1814 roku. Pole golfowe jest również rezerwatem przyrody należącym do Worldwide Fund for Nature, jest tam 357 rodzajów drzew, 104 rodzaje ptaków, są zwierzęta, gady i owady.
Jest to pole, do którego wraca się często myślami, powraca się do książek, ogląda „strokesaver” oraz kartę wyników i jeszcze raz gra się „na sucho”, rozgrywając dołki coraz lepiej. Valderrama przyciąga i na pewno uczy pokory. Fascynuje.
Ewa Podstolska
6 grudzień 2005
Pole golfowe w Valderramie (na zdjęciu Paul McGinley) – foto – eastnews
golf24