
lipiec 1st, 2008
Jak słusznie mówi znana maksyma, historia jest nauczycielką życia. Nie ma żadnych powodów, aby nie zastosować jej również w stosunku do życia golfowego. Warto jest zatem poznać zmiany, które towarzyszyły postępowi w ulepszaniu sprzętu golfowego na przestrzeni dziejów, gdyż względnie łatwo przyjdzie nam zrozumieć, w którym kierunku zmierza ów rozwój. Ponadto, bardzo ciekawa wydaje się być systematyka i nazewnictwo z dawnych lat.

W najbardziej zamierzchłej przeszłości golfowej, jak podają źródła, szkoccy pasterze wykorzystywali prymitywne, własnoręcznie wyginane kije drewniane. Z pokolenia na pokolenie najzdolniejsi z nich stali się na tyle cenionymi specjalistami w swej dziedzinie, iż zdarzało się szkockim (a później także i angielskim) władcom zamawiać kije dla siebie, ba, nawet mianować nadwornych clubmakerów. W tamtych czasach kije nosiły ciekawe miana, jak np. longnoses („długie nosy”) czy spoons („łyżki”), które przetrwały, z niewielkimi zmianami, do początku XX wieku. Ale wracając do stuleci wcześniejszych, główki kijów wykonywane były z twardych rodzajów drewna, głównie pochodzącego z drzew owocowych, natomiast szafty z drewna bardziej elastycznego, zazwyczaj jesionowego lub orzechowego. Łączono szaft z główką szczelnym i mocnym wiązaniem uprzednio dopasowanych elementów za pomocą skórzanych pasków. Niestety, tak wykonane kije nie były trwałe, i jak przypuszczają historycy golfa, rzadko kiedy udawało się golfiście zagrać pełną rundę bez uszczerbku w swoim arsenale. Co ciekawe, już wtedy co światlejsi wytwórcy eksperymentowali z różnymi tworzywami (twarda skóra, kość, nawet metal), aby polepszyć komfort gry.
Prawdziwy przełom nastąpił w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy to szkoccy clubmakerzy zaczęli importować z Ameryki specjalne drewno hikorowe (hikora to rodzaj orzesznika), które odznaczało się nie tylko twardością, ale zarazem wyjątkową elastycznością i odpornością na pękanie. Od nazwy tego drzewa pochodzi określenie całej ery golfa, tzw. hickory era, a kije z hikorowymi szaftami określa się mianem hickory era clubs. Jeszcze w tym samym wieku XIX, tylko troszkę później, odkryto, iż do wyrobu główek woodów najlepiej nadaje się drewno persymonowe (persymona to rodzaj azjatyckiego drzewa owocowego, tzw. jabłko orientu), które zastąpiło inne drzewa owocowe w służbie golfa. Warto nadmienić, iż do tej pory istnieją producenci driverów i woodów fairwayowych z główkami persymonowymi, jak np. Louisville Golf. Rozpoczęto też produkować żelazne główki o różnych loftach, oczywiście kute, które znacznie wzbogaciły asortyment kijów i poszerzyły zakres ich stosowania w czasie gry na polu. Wreszcie, przełomowe lata odcisnęły swoje piętno również w technice wytwarzania piłek do gry w golfa i zastąpiono dotychczas powszechnie używane piłki skórzane z pierzem w środku piłkami gutaperkowymi, czyli z naturalnego lateksu.
To był prawdziwy „złoty wiek” dla golfa. Postęp techniczny XIX stulecia przybliżył bardzo golf do postaci, którą znamy obecnie. Warto zatrzymać się chwilę w tym miejscu i poznać zawartość torby golfisty z przełomu XIX i XX wieku, tym bardziej, iż właśnie takimi kijami grali pierwsi wielcy golfiści mający na stałe miejsce w panteonie sław golfa − począwszy od Toma Morrisa i J. H. Taylora poprzez takie sławy, jak Harry Vardon, Ted Ray, Francis Ouimet czy Walter Hagen, a na samym Bobbym Jonesie kończąc. Także nieco późniejsze wielkie gwiazdy golfa, jak Gene Sarazen, Tommy Armour, Byron Nelson, Sam Snead czy sam wielki Ben Hogan, w młodzieńczych latach grali takimi kijami.
Oto zawartość przeciętnej torby golfisty z czasów hickory era:
1. Driver − główka persymonowa o dość różnorodnym kształcie, loft zazwyczaj od 7 do 13 stopni, a długość od 42 do 44 cali; zakres stosowania był nieco inny, mimo podanych uprzednio podobieństw do obecnie stosowanych driverów − kije te służyły, przede wszystkim, do uzyskiwania relatywnie płaskiego toru lotu piłki z jej dużym toczeniem, przydatnego zwłaszcza w grze pod wiatr. Nie były to w żadnej mierze kije tylko i wyłącznie do rozpoczynania gry z kołeczka tee (czy z kopczyka piasku) w każdych warunkach.
2. Brassie − odpowiednik nieoferowanego obecnie wooda nr 2 o lofcie od 12 do 17 stopni; był to bardzo często używany kij, zarówno do rozpoczynania gry, jak i do dalekich uderzeń z tee, fairwayu lub krótkiego roughu; nazwa pochodzi od specjalnej płytki dokręcanej do podeszwy kija wykonanej z mosiądzu (brass) w celu poprawienia wytrzymałości główki.
3. Spoon − odpowiednik dzisiejszych woodów o średnim lofcie (od nr 3 do nr 5); kształtem bardzo przypominały dzisiejsze woody fairwayowe; były zazwyczaj konstruowane z myślą o ułatwianiu życia golfiście, potrzebującemu w miarę dalekiego uderzenia z fairwayu lub lekkiego roughu. Nazwa oddaje charakterystykę uderzenia (zagarnięcie „łyżką” piłki).
4. Bulldog − jeszcze jeden typ kija drewnianego o bardzo kompaktowej i dość pękatej główce, coś w rodzaju współczesnej hybrydy; kształt i rozmiar główki ułatwiały wybijanie piłki z trudnych położeń na polu, czyli np. z głębszego roughu lub trudnych bunkrów fairwayowych; na uwagę zasługuje zwłaszcza bardzo zaokrąglony profil podeszwy. Nazwa oczywiście kojarzyła się ówczesnym golfistom z charakterystycznym pyskiem psa rasy buldog.
5. Cleek − pierwszy i zarazem najtrudniejszy w torbie kij o żelaznej główce i bardzo małym lofcie (18-19 stopni); zastąpiony w późniejszych czasach przez irona nr 1, obecnie niespotykany nawet w torbach zawodowych graczy z uwagi na ekstremalną trudność gry tym kijem i stosunkowo niewielką jego przydatność w grze. Nazwa odzwierciedla kształt główki − bardzo wąski, relatywnie długi od toe do heel − przypominał pod wieloma względami główkę putterów typu blade.
6. Mid iron − odpowiednik dzisiejszych długich żelaz, od nr 2 do nr 4; zakres używania w zasadzie nie odbiega od współczesnego − relatywnie długie uderzenie ze sporym toczeniem; kształt główki troszkę już przypominający współczesne kije − nie tak wąski jak cleek.
7. Mashie − odpowiednik dzisiejszych średnich żelaz, od nr 5 do nr 7; kształt główki jest już dość zbliżony do znanych nam współcześnie; był to najczęściej używany kij w torbie ze szczególnym przeznaczeniem do approach shots.
8. Mashie niblick − odpowiednik krótkich żelaz, od nr 8 do pitching wedgea; używany nie tylko to pełnych uderzeń, ale często również do chipów i pitchów; kształt główki jest już bardziej łezkowaty, taki, jaki możemy często zaobserwować we współcześnie produkowanych wedge’ach.
9. Niblick − typowy wedge, najbardziej loftowany kij w czasach hickory era, o lofcie zbliżonym do obecnego sand wedge’a; służył oczywiście do uderzeń typu lob oraz do wychodzenia z najtrudniejszych opresji; ciekawym jest, że niblick nie posiadał specjalnie dobranego bounce − dopiero w latach 30. ubiegłego stulecia Gene Sarazen skonstruował pierwszego prawdziwego sand wedge’a; do tego momentu gra z bunkrów okołogreenowych z wysokimi skarpami była wielkim wyzwaniem i utrapieniem, a niblicki nie zawsze mogły wywiązać się z takich zadań z tak dobrym skutkiem, jak późniejsze prawdziwe sand wedge.
10. Putter − w zasadzie nic innego niż spotykane obecnie kije tego typu; z tym tylko zastrzeżeniem, iż puttery w tamtych czasach były dostępne wyłącznie w postaci „blade” oraz z szaftem osadzonym od strony piętki główki, a charakterystycznym jest ich dosyć wysoki loft (nawet do 8 stopni) − nie znano jeszcze wtedy mieszanek specjalistycznych traw greenowych i często trawa na greenie nie różniła się znacząco czymkolwiek od trawy fairwayowej; tak duży loft był potrzebny do wyłuskania piłki z zagłębienia w trawie w początkowym stadium ruchu po uderzeniu główką puttera.
Oprócz tych najpowszechniej spotykanych wyżej wymienionych nazw można natknąć się jeszcze na takie kije, jak np. wooden cleek, baffy, jigger, mongrel czy benny.
Tak jak więc widzimy, z tymi 10 kijami w torbie moglibyśmy spokojnie rozegrać nawet dzisiaj pełną rundę golfa, specjalnie nie narzekając, iż brak jest nam jakiegoś konkretnego kija. Oczywiście „wybaczalność” tamtych kijów starej daty pozostawiałaby wiele do życzenia i na pewno przytrafiłoby się nam wiele nieciekawie wyglądających uderzeń. Nie było znane ani, po prawdzie, możliwe wyważanie obwodowe główek ironów − nie było wówczas odpowiedniej technologii odlewania i wszystkie główki, poza drewnianymi, były wykuwane ręcznie − ani też wielkie zróżnicowanie w wyborze szaftów i gripów.
Jednak różnice w przypadku bardzo dobrych uderzeń sweetspotem nie byłyby aż tak ogromne − na przykład, COR (współczynnik restytucji lica) drivera z persymonową główką oscylował wokół wartości 0,70, a czasem nawet ją nieznacznie przekraczał. W stosunku do dzisiejszego limitu COR, który wynosi 0,83, nie była to przepaść, jak mogłoby się wydawać.
Inną charakterystyczną cechą były dość małe główki ironów i nieproporcjonalnie duże hosele. Wynikało to z faktu, iż szaft hikorowy, mimo swych zalet, był wiele mniej odporny na uszkodzenia od dzisiejszych szaftów żelaznych i grafitowych. Wysoki hosel niejako ochraniał najbardziej wrażliwy na pękanie fragment szaftu, ale ważył swoje, dlatego ówcześni producenci kijów musieli „obcinać wagę” poprzez zmniejszanie wymiarów samej główki. Jak widzimy, dobieranie kijów pod kątem uzyskania właściwej i jednorodnej wagi swingu nie jest wymysłem ostatnich lat. Warto tu nadmienić, jak ważne i niedoceniane nawet teraz jest to zagadnienie (o swingweight i MOI w jednym z następnych artykułów z serii Vademecum) w kontekście uzyskiwania powtarzalności uderzeń na polu. Już w 1920 roku, clubmaker Robert Adams wynalazł specjalne urządzenie do ustalania jednolitej „swingwagi” kijów golfowych i wynalazek ten przyczynił się w bardzo dużej mierze do upowszechnienia schematów wagowych i gabarytowych zarówno samych główek, jak i szaftów.
Na koniec chciałbym dodać, iż istnieje w dzisiejszych czasach całkiem spora liczba entuzjastów grania sprzętem z czasów hickory era, zrzeszonych w swoistego rodzaju kluby golfowe. Sporo starych kijów jest wystawianych na aukcjach i czasami kolekcjonerzy potrafią wyłowić prawdziwe „białe kruki”. Przyznam się otwarcie, że sam chętnie zagrałbym parę rund takimi kijami, zwłaszcza na jakimś starym szkockim polu typu links, w poszukiwaniu ducha prawdziwego pierwotnego golfa. I to bez względu na wynik. A Państwo…?
Dariusz Jędrzejewski
foto i źródło - Golf24 Magazine