Fortuna zmienną jest a przekonał się o tym ostatnio Amerykanin Kyle Stanley. Zaledwie tydzień temu golfista opłakiwał (dosłownie) swoją feralną przegraną w Farmers Insurance Open, teraz może otwierać szampana i świętować swoje pierwsze zwycięstwo w PGA Tour.
Szansę na upragniony tytuł Stanley w bardzo pechowy sposób zaprzepaścił w minioną niedzielę, najpierw grając triple bogeya na 18. dołku pola Torrey Pines, potem przegrywając dogrywkę z Brandtem Snedekerem.
Tydzień później golfista nie pozwolił sobie na podobną wpadkę. W finale turnieju Waste Managment Phoenix Open grał brawurowo, kończąc czwartą rundę z wynikiem 65 uderzeń i pokonując Bena Crena – jednym uderzeniem.
Największym przegranym finału był Spencer Levin, lider po sobocie, który niedzielną rundę, podobnie jak tydzień wcześniej Stanley, rozpoczynał aż z 6 uderzeniami przewagi. Nigdy wcześniej w całej swojej karierze 27-golfista z Kalifornii nie prowadził w turnieju PGA Tour. Presja ta okazała się zabójcza. W niedzielę jego gra w niczym nie przypominała tej z wcześniejszych rund. Zawodnik popełniał błąd po błędzie, po drodze zaliczając 4 bogeye i jednego double bogeya.
Swoje pięć minut miał w tym czasie Stanley, któremu najwidoczniej wpadka sprzed tygodnia nie podcięła skrzydeł. – Myślę, że największym zadaniem, z jakim przyszło mi się zmierzyć, było zatarcie tego, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu. Na szczęście udało się – mówił później.
Wyprzedzić Levina udało się również Benowi Crane’owi, który dzień rozpoczął od 2 birdie i eagle’a na pierwszych czterech dołkach. Bogeye na 9 i 16 dołku kosztowały go utratę tytułu. Turniej ukończył zaledwie uderzenie za Stanleyem.
Kolejny turniej PGA Tour to AT&T Pebble Beach National Pro-Am w Kalifornii. Na Pebble Beach zagra między innymi Tiger Woods.